|

|
Rozmowa
z Maciejem Kuroniem
określanym
przez niektórych jako
„Główny Telewizyjny Żywiciel
Narodu”
a przez
innych
„Wielki Człowiek o Wielkim Sercu”
|
|
Jest Pan popularyzatorem i zwolennikiem „zdrowej żywności”,
co to według Pana znaczy?
Zdrowa
żywność to według mnie przede wszystkim, smaczna żywność, co oznacza,
iż wierzę, że organizm człowieka potrafi odróżnić, co jest dla
niego dobre a co szkodliwe. Łatwość rozróżniania jaką posiadają
dziko żyjące zwierzęta, utraciliśmy częściowo wraz z rozwojem
cywilizacyjnym, ale nie do końca. Przykładem tutaj niech będzie stan
ciąży u kobiet. W tym czasie kobieta zaczyna odczuwać silne
„apetyty” na najprzedziwniejsze nawet potrawy i otóż
okazuje się, że lekarze dietetycy stwierdzają, iż składniki zawarte w
tych daniach, są w tym okresie dla kobiety potrzebne a nawet niezbędne.
W związku z tym uważam, że tę zdolność postrzegania, można na nowo w
sobie odnaleźć i nią się kierować, świadczy to również o tym, że
te instynkty nadal w nas istnieją.
Kiedy mówi się, np. że należy jeść tylko warzywa, bo są zdrowe i
wyeliminować tłuszcze, bo szkodzą, nie jest to do końca prawdą, nie
obowiązuje tu mianowicie tylko jedna zasada. Przytoczę w tym miejscu
żartobliwy przykład: a mianowicie spróbujmy wytłumaczyć
Eskimosowi, że od dziś ma jeść tylko chłodnik, ponieważ chłodnik jest
bardzo zdrowy. Czy nie wzbudzi to jego konsternacji?
Zmiany cywilizacyjne i klimatyczne spowodowały i nadal powodują
odmienność zasad którymi kierowaliśmy się kiedyś. Ma na to
również ogromny wpływ rodzaj wykonywanej pracy i ilość kalorii
niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Kiedyś ciężko
pracujący drwal, spalał ogromną ilość kalorii, dziś taki sam drwal
potrzebuje tych kalorii znacznie mniej, gdyż praca mięśni została
zastąpiona w dużej mierze maszynami. Naturalnie istnieją, specjalne
wysokokaloryczne diety, np dla sportowców, ale nie są one
związane z normalnym funkcjonowaniem przeciętnego człowieka i powstają
nie w kuchni, ale w specjalistycznych labolatoriach gdzie wyliczany
jest również bilans energetyczny.
Kiedy mamy apetyt na smaczności typu boczuś, żeberka czy wspaniały
bigos, bo przecież tak się jadało kiedyś w naszej strefie klimatycznej,
to weźmy również pod uwagę, ile możemy tego zjeść, byśmy spalili
nagromadzone w tych potrawach kalorie.
Jest oczywistym i nie ulega watpliwości fakt, iż żywność powinna
pochodzić z niezatrutego środowiska naturalnego, powiedzmy tutaj jednak
o czymś innym, a mianowicie, o wpływie nauki a szczególnie
genetyki na produkowaną żywność. W moim przekonaniu występuje tutaj
kwestia, zaufania do naukowców i ich propozycji. Nie mogę
stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, w jakim stopniu jestem wrogiem
genetycznie mutowanej żywności, ponieważ z jednej strony, po co
manipulować i unowocześniać coś co nam smakuje? Natomiast z drugiej
strony, widząc ludność głodującą w Afryce, Azji czy gdzie indziej i
mając możliwość w relatywnie krótkim czasie zaspokojenie tego
głodu, metodami stosowanymi przez zmiany genetyczne w produkcji
żywności. Zastanówmy się jak to wykorzystać? Mówi się, iż
żywność zmieniana genetycznie, jest w pewnej mierze szkodliwa dla
człowieka, nie wiedząc jednocześnie jak dalece jest to prawdą. To cena
postępu! Jeszcze 200 lat temu twierdzono, że człowiek może poruszać się
z prędkością nie większą niż 40 km na godzinę, ponieważ większa
prędkość może go zabić, a lekarze zalecali przy niektórych
schorzeniach palenie tytoniu. Jestem jednakże zdania, że żywność
zmieniona genetycznie musi posiadać stosowne oznaczenia. Nie chcę, aby
za mnie ktoś decydował co mam jeść czy co kupować, poprzez brak
takowych informacji, to ma być decyzja moja i tylko moja jako klienta.
Panie Macieju,
jak się by Pan odniósł do coraz liczniejszych grup
konsumentów (takich jak np „Wędzarnicza Brać”
skupiona wokół portalu „Wędliny Domowe”)
wytwarzających wyroby mięsne dla własnego użytku? Jak Pan sądzi co ich
skłoniło do tego wyboru? Czy to „chwilowa moda”?
Spójrzmy na
to z takiej perspektywy. Polska jest obecnie krajem na takim poziomie
rozwoju, gdzie z jednej strony wyprzedza w tym rozwoju wiele innych
nacji na świecie, z drugiej natomiast strony jest miejscem, gdzie jest
jeszcze dość daleko za czołówką krajów wysoko
rozwiniętych. Tam gdzie poziom rozwoju jest wyższy, społeczeństwo
korzysta w szerokiej mierze z sieci restauracji i nabywa produkty
spożywcze do szybkiego przetworzenia w domowej kuchni. Takie zachowania
wymusza tempo życia w tych krajach a paradoksem tego jest to, że ten
chroniczny brak czasu, do codziennego przygotowywania posiłków,
stwarza coraz większą tesknotę za starym dobrym domowym jedzeniem i
powrót do tej kuchni, przynajmniej w momentach kiedy tylko jest
to możliwe, choćby „od święta”. U nas również brak
czasu powoduje i zaczyna wymuszać podobne sytuacje.
Wracając więc do pytania, grupy takie są i będą coraz liczniejsze,
każda akcja rodzi reakcję i dlatego coraz większa tęsknota za domowymi
specjałami i chęć ich przygotowania tworzy właśnie tego typu działania.
Zapewne i u nas już niebawem, powstanie coraz więcej szkół
domowego gotowania, ponieważ będziemy chcieli wracać do tego, co
pamiętamy z naszego dzieciństwa i to nie „chwilowa moda”
kieruje tymi wyborami. Również w jakiejś mierze czynnikiem
decydującym jest tutaj, zamożność społeczeństwa, nie zapominajmy, iż
problemem człowieka zamożnego, jest jak jeść 5 razy dziennie (bo takie
są wskazania dietetyków) aby się nie najeść, natomiast człowiek
ubogi myśli o tym, jak zapełnić zgłodniały żołądek jak najmniejszym
kosztem.
Tak więc reasumując w miarę wzrostu zamożności i świadomości
społeczeństwa, ruchy takie będą się stale rozwijały, ponieważ ludzie
będą woleli zjeść mniej (nawet trochę drożej) a lepiej i zdrowiej.
Wiem,
że w przydomowym ogrodzie ma Pan małą wędzarnię, jak czesto Pan z niej
korzysta? I co w niej głównie przyrządza?
Tak, rzeczywiście
mam własną małą wędzarnię i w miarę często z niej korzystam, nie tyko
jednak, do wyrobu wędlin. W sezonie letnim przynajmniej raz na tydzień,
a zimą raczej raz na miesiąc. Uwielbiam wszelkiego rodzaju ryby
wędzone. Ostatnio często można zakupić wszelkiego rodzaju świeżą rybę,
na przykład pstrąga czy makrelę, którą po uwędzeniu, możemy jeść
zarówno na ciepło jak i na zimno. Polecam wszystkim,
którzy mają ku temu warunki własną wędzarenkę,
szczególnie, iż dziś niekoniecznym jest wymóg jej
wybudowania i można skorzystać z oferty zakupu, wędzarni przenośnych, a
nawet zainstalować stosowną wędzarnię we własnej kuchni, do
przygotowywania wędzonek na własne potrzeby.
Jak wszyscy wiemy, wędzenie jest to doskonały sposób na
przechowywanie wędlin, a nie tylko na polepszenie ich walorów
smakowych, sposób ten jest znany od bardzo dawna i pochodzi
oczywiście jeszcze z czasów nie tylko, kiedy nieznane były
jeszcze lodówki. Mięso po naprzykład świniobiciu trzeba było
przechowywać przez dłuższy okres, było więc ono peklowane i wędzone.
Wracając raz jeszcze do sprawy wędlin, proponuję również, raz na
jakiś czas, przyrządzić dobrze naziołowaną pieczeń, typu cielęcina czy
schab, bez peklowania czy wędzenia i stosować ją jako wędlinę.
Co
z pieczywem? Mam na myśli chleb i bułeczki.
Nie, nie piekę
samodzielnie chleba ani bułeczek, z bardzo prostej przyczyny, uważam,
że dzisiaj jest dużo piekarni których wypieki, są na tak wysokim
poziomie, iż nie ma takiej potrzeby. Chleb lubię bardzo, ale ze względu
na swoją posturę, muszę niestety ograniczać jego spożycie.
Upieczenie jednak własnego chleba, to nie tylko jego późniejsza
konsumpcja to coś więcej. Pamiętajmy, że zwyczaj pieczenia domowego
chleba, zanikł w Polsce praktycznie już kilkadziesiąt lat temu, nasi
rodzice już nie wypiekali własnego chleba i trzeba było aż dwóch
pokoleń, by można było dziś usłyszeć: pamiętasz jak u babci pachniało
chlebem prawdziwym, chciałbym chociaż raz w roku chleb taki zjeść.
Zwyczaj własnych wypieków chleba wraca, już raczej bardziej ze
względów sentymentalnych, niż samej potrzeby, jego wytwarzania
na domowy użytek.
Czy
robi Pan również przetwory warzywno – owocowe do domowego
użytku?
Jeżeli chodzi o
przetwory domowe, było by moim marzeniem, wyrób wszystkich
przetworów, ponieważ bardzo to lubię i sprawia mi to ogromną
radość, jednakże jako człowiek potwornie zagoniony wybieram te,
które moim zdaniem wychodzą najlepiej w warunkach domowych i nie
są bardzo pracochłonne.
Na pierwszym miejscu stawiam pomidory i wszelkie z nich soki oraz
przeciery. Kiedy pod koniec sierpnia, robię zakupy na bazarze lub
jestem akurat w okolicach, gdzie jest wiele plantacji pomidorów,
to chciałbym tych pomidorów kupić jak największą ilość i
wszystkie je przerobić a nawet wykąpać się w pomidorowym miąższu.
Robię oczywiście również ogórki kiszone w słojach,
ponieważ tak ukiszone, są nie do kupienia w sklepie, w przeciwieństwie
do wielkiej ilości, bardzo dobrych rodzajów o przeróżnych
smakach ogórków konserwowych, poczynając od czosnkowych,
poprzez pikantne i wiele innych, tutaj wyrób własnych, moim
zdaniem trochę mija się z celem. Suszę również grzyby a mniejsze
sztuki marynuję.
Uwielbiam także, zapach i smak powideł domowej roboty i jesienią, ale
także nawet zimą, kupuję śliwki (mogą być mrożone), aby przyrządzić w
domu powidła, których usmażenie (nawet bez dodawania cukru) na
miedzianej czy dobrej teflonowej patelni, polecam, nawet teraz przed
Świętami. Dom wypełni się wspaniałym zapachem a smaku takich powideł
chyba już nie muszę nikomu rekomendować.
Na zakończenie. Robię także przeróżne nalewki. Doskonałe są moim
zdaniem z czarnej porzeczki, wiśni, pigwowca, tarniny i długo by tu
jeszcze wymieniać.
Dziękuję
niezmiernie serdecznie za rozmowę, w imieniu własnym i gości
odwiedzających mój portal internetowy.
Pytania,
na które otrzymaliśmy odpowiedź, Maciejowi Kuroniowi zadawał
Chef Paul
|
|
|
|
|
|
|